Jeeeezu. Czy wy w ogóle wiecie co się dzieje?
W czerwcu zakończyłam karierę na Politechnice Łódzkiej a w te sobotę wymysliłam sobie, że wcale nie chce jeszcze opuszczać grona studentów i we wtorek zapisałam się na studia podyplomowe. Hmm, czasami musze więcej czasu poświęcic na przemyslenie sprawy zanim podejme jakąkolwiek decyzję, zwłaszcza jesli jej skutki trwają całe dwa semestry. W końcu to nie wybór sałatki do obiadu.
Zapisałam się też do funduszu emerytalnego. Najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że strasznie sie tym jarałam. Który fundusz, który filar, który który? O zgrozo! Gdzie sie podziały tamte...tamta ja? Kto wymyslił przymus podejmowania takich decyzji? 24 lata to stanowczo za mało. Niedługo jeszcze dojdzie mi kredyt i po ptokach. Starość. Ale na studia dla dzieci nie będę odkładać, jak to zauwazył mój szacowny przyjaciel. Od razu pośle je na murarke czy cos. Będą mi kafelki w domu kładły. Jeden inteligent w domu wystarczy, no, moze dówch o ile tatuś skończy swoje studia. Halooo, stop! Jaki tatus, jaka mamusia? Na razie to ja musze sobie kupic zeszyt i wkład do długopisu. Czarny czy niebieski? Skupmy sie na tym.
Dzień 08.01.2008
Na seminarium przedstawialismy prezentacje dotyczące przemysłu spożywczego i pośrednio energetycznego. Wyglądało to mniej więcej tak:
Prezentacja 1.
Koleżanka A. stanęła na srodku sali, podłączyła pendrive'a do laptopa, zapowiedziała własny wystep słowami: "Oto moja prezentacja", po czym włączyła Esc i poszła.
Prezentacja 2. ( na temat wpływu prominiowania na zywność)
Ł.S: Promieniowanie polepsza właściwości winogrona
(także jedzmy napromieniowane winogrona bo są ładniejsze i smaczniejsze!)
Tytuł jednego ze slajdów (wszystkich było 76): "Żywności cena zdrowej i bezpiecznej"
Fragment kolejnego: "Tajlandzki problem. Tajlandia jest sama. " (Zastanawiam sie gdzie reszta..)
Pojawiały sie tez zdania "lekko" niedopracowane:
"skażona zywnośc też promieniuje...życzymy smacznego...na zdrowie :]"
(zaznaczam, ze ta prezentacja nie była ustna, to zdanie jest zywcem przepisane ze slajdu)
Jedna rzecz mnie nieomal zrzuciła z krzesła.
"Steki wołowe są jedynym produktem spozywczym napromieniowywanym na pokładzie wahadłowca"
(:o)
Jeden ze slajdów zawierał schemat kołowy dotyczący procentowości źródeł promieniowania.
Prowadzący: Nie mogę tego przeczytac. Co tam jest napisane panie S.?
Ł.S.: No faktycznie...cięzkawo tak.
(Umarłam)
Ogólnie rzecz biorąc animacje slajdów docierały na naszych oczu szybciej niz słowa osoby prezentującej do naszych uszu. Zwyczajnie leciały na łeb na szyję! To z kolei spowodowało, że trzeba było je prezentować w formie roboczej (z listą slajdów po prawej stronie) i przewijając suwakiem, zebysmy dali rade przeczytac cały tekst - od lewej do prawej.
Okazało sie, ze pan S. zwyczajnie użyczył sobie prezentacje wykonaną przez 7-osobowy zespół (stąd tak duza liczba slajdów - 76!), i nieprzeczytawszy jej, zaprezentował na naszych zajęciach. Dodam, ze ta prezentacja była wczesniej robiona na zupełnie inne zajęcia, pośrednio związane z naszymi.
Prezentacja 3
Inne błyskotliwe uwagi pana S.:
Ł.S.: Wiecie, że liście herbaty oolong sa zbierane podczas pełni Księżyca?? (z dumą)
D.S.: To jest legenda Łukasz!
Z innej beczki:
Ja: Kiedyś w Maroku parzyć herbate mogli tylko mężczyźni
Prowadzący: W Japoni jest odwrotnie
Ilona: U nas to zależy kto do kogo przyjdzie
A jakby jeszcze było mało wiadomosci o zwyczajach w naszym kraju to zdradze, ze:
Prowadzący: Anchois produkcji polskiej jest robione ze szprotek.
Kocham te uczelnie (chociaz opuszczam niebawem)
Pozdrowienia dla Ł.S ;))
Idę za głosem weny twórczej. Dzisiaj juz chyba naskrobałam więcej słówek niż jest mieszkańców w tym mieście.
Jeszcze tylko kilka dni zostało do wyczekiwanego wesela. W życiu nie widziałam, żeby tak sie posypała cała organizacja. A wszystko przez to, że panna młoda ma jakieś błędne pojęcie o taktownym i kulturalnym zachowaniu wobec gości. Hmm, widać niektórym brakuje zdrowego podejścia do ludzi i odrobiny ogłady. Już ja nie będę ich tego uczyć. Skupiam sie na sobie. Część osób uważa, ze to źle ale mnie pasuje. Słychać wszędzie? W lewym kącie też? Mnie pasuje!
Przemeblowanie dobiegło końca. Teraz trzeba zorganizować te wszystkie meble w jedną logiczną całość i zastanowić się jak podłączyć głośniki do komputera przesuniętego w drugi koniec pokoju. Dodam, ze kabelki są juz wmurowane. Ha, to jest dopiero sztuka ;) Dobra, wiem, że istnieją przedłużacze ale ja przecież nie lubię sobie niepotrzebnie życia ułatwiać.
Jak tylko szanowne wesele dobiegnie końca, jadę do domku, przebieram sie i w góry. Mam dokładnie 94 zł na koncie ale to jest właśnie urok rodzinnych wakacji :p Ciekawe jak to będę musiała odpracować. Byle nie wyprowadzając sie z domu bo tylko tu mogę sie z kimś zdrowo pokłócić a i tak wiem, ze mnie kochają ;)
Mama chciała. Pomalowali ściany, ocieplili pokój, przyszedł czas na przestawianie mebli.
Zabrakło miejsca. Ta sama przestrzeń, te same meble ale zabrakło miejsca. Uwielbiam przemeblowania na powierzchni 3x4 metry. Istna kostka Rubika. Trzeba się nagłowić, żeby wszystko pasowało i funkcjonowało bez przeszkód. I dopiero jak pokryli ściany farbą zorientowałam sie co wybrałam dnia poprzedniego. Musze przestać podejmować decyzje przy ostrych objawach przeziębienia. Ładne te kolory. Mimo wszystko.
Tata nalegał. Komputer stał niepodłączony w dużym pokoju. Diagnoza była straszna: 3 dni bez Internetu. Tacie o mało serce nie stanęło. W jednym ręku trzymał kable, w drugim komórkę.
- Tato, spokojnie, podłączymy tutaj. Damy rade sami.
Oddech mu sie wyrównał.
- Dobrze, byle szybko bo za 2 minuty kończą się aukcje.
Siedziało sie w przejściu ale przynajmniej monitor sie świecił. Niektórzy potrzebują tego bardziej niż światła słonecznego. Ja tez, w końcu musze mieć na kino, nie?
Ja to lubię. Zwariowaną rodzinkę ma się rozumieć ;)
Kto by pomyślał, ze wakacje 2007 spędzę na pielgrzymce. No, może mało sprawiedliwe byłoby określenie tego pielgrzymką bo samo podążanie do miejsca docelowego mnie ominęło. /Nigdy juz nie założę butów na obcasie!/ Mimo wszystko weekend spędziłam wraz z pielgrzymami, którzy zbierali siły na drogę powrotną. Chodziłam wszędzie ze znaczkiem głosząc napis: "Świętymi bądźcie" wiec nikt się nie zorientował ;) Nosze go w zasadzie do tej pory.
Było ciekawie. Koncerty na świeżym powietrzu przy akompaniamencie bębna, gitary i tamburyna nie są wbrew pozorom rozrywką na mięczaków i nudziarzy. O nie-e! Wymęczyli mnie do żywego. Tam się w kółko skakało, klaskało, pogowało, popychało i krzyczało. Ciekawe doświadczenie ;) Klerycy mają w sobie siłę jakiej brakuje niejednemu małolatowi. Żeby tak pokazywać kolana o 3 nad ranem? :> Nie, nie zabiło mnie to ;)
Pozdrowienia należą się też mieszkańcom Pajęczna. Jak ich określiła moja znajoma: przegiętych na maksa ludzi, którzy wdychają te wszystkie opary z pobliskiego wysypiska śmieci i się mutują w kolejnych pokoleniach". Cos w tym jest.. ale w pozytywnym znaczeniu, jak najbardziej!! Nie rozumiem tylko, dlaczego się dziwili, ze dziewczyna może wiedzieć cokolwiek o szpachlowaniu ;) Mało nas znacie :p
Brakowało czasu na medytacje i myślenie o życiu ale po co myśleć skoro można je przeżywać.
Dostałam dzisiaj ciekawą wiadomość. Ludzie tak bardzo potrzebują akceptacji, ze jakakolwiek przesłanka dotycząca braku sympatii ich zwyczajnie dobija. Dowiedziawszy się, że mogę tej osoby nie lubić, napisała do mnie rozpaczliwą prośbę o rozmowę ;) Niektórzy myślą, ze nie lubić znaczy nie znać. Albo ktoś tu bardzo chce być w porządku wobec wszystkich dookoła albo boli go, że idealna postawa jest podważana przez kogoś takiego jak ja? Phi, każdy ma swój słaby punkt ;)
Dosyć już o tych ziemskich sprawach. Przenosimy się na planetę zwaną Mars. Niebezpiecznie? :>
Podobno My jesteśmy odmienne? Plotkujecie jak my, dajecie sobie porozumiewawcze sygnały jak my, potraficie specjalnie nie zauważać lub wręcz narzucać się jak my, boicie się jak my… Człowiek jest tylko człowiekiem ale myśleć potrafi. No, tym się czasami różnimy ;)
Czasami nie jesteśmy w stanie zapanować nad bieżącymi wydarzeniami, tymi zaplanowanymi i tymi nieoczekiwanymi. Los daje nam w kość i nie chce nic w zamian. Robi to darmo z czystej przyjemności. Aż chciało by się rzec: damn it!
skomentuj (3)
Opiszę wam pewną scenę sytuacyjną:
Ceremonia zaślubin. Znajoma panny młodej nie mogła w niej uczestniczyć, dlatego w zastępstwie przysłała swoją matkę. Owa kobieta podeszła do matki pana młodego (znanej z dawnych lat pracy) i zapytała:
-Grażyna, a co ty tutaj robisz?!
Odpowiedź była szalenie prosta i wyczerpująca. Otóż pytana wskazała na pana młodego i powiedziała:
-Toż to mój Darek!
Więc niech mi nikt nie mówi do cholery, że w tym mieście wszyscy się znają!